Karpaty Rumuńskie

FORUM Najnowsze Tematy
 Wielkanoc w Rumunii, czyli plany na kwiecień 2012
 Dziegieć czy węgiel drzewny
 13 przygoda z Rumunią, czyli relacja z październikowego wyja
 Rumunia sierpień/wrzesień 2011 plany
 Rumunia październik 2011 - plany

RUMUNIA PLANY 2010

RUMUNIA maj 2010 - PLANY
RUMUNIA czerwiec 2010 - PLANY

RUMUNIA wrzesień 2009

Dzień pierwszy
Dzień drugi
Dzień trzeci
Dzień czwarty
Dzień piąty
Dzień szósty
Dzień siódmy

Plany

RUMUNIA/BUŁGARIA sierpień 2009

Dzień pierwszy
Dzień drugi
Dzień trzeci
Dzień czwarty
Dzień piąty
Dzień szósty
Dzień siódmy
Dzień ósmy
Dzień dziewiąty
Dzień dziesiąty
Dzień jedenasty
Dzień dwunasty
Dzień trzynasty
Dzień czternasty

Takie były plany

RUMUNIA maj 2009

Dzień pierwszy
Dzień drugi
Dzień trzeci
Dzień czwarty
Dzień piąty
Dzień szósty
Dzień siódmy
Dzień ósmy
Dzień dziewiąty
Dzień dziesiąty
Dzień jedenasty
Dzień dwunasty
Dzień trzynasty
Dzień czternasty
Dzień piętnasty
Dzień szesnasty


Takie były plany


Nasze serwisy

Karpacki Portal Internetowy
Bieszczadzki Portal Internetowy
15.08.2009 - DZIEŃ 8 - Prawie wschód słońca, o krok od Turcji - Rezowo

Przyszła w końcu pora by się zwlec na nadmorski wschód słońca. Słońce wzeszło jeszcze jak byliśmy w hotelu, ale jak doszliśmy nad brzeg morza też było pięknie. Dotarliśmy tam w liczbie dwa: ja i Kaśka, reszta smacznie spała.

NA ŻÓŁTO - Oczami Kasi

15.08.09
Sobota....Tomek obudził mnie na wschód słońca...Umówiliśmy się z Irkiem, że zrobimy sobie małą wyprawę na skałki i popstrykamy fotki. Miałam troszkę wątpliwości czy budzić Irasa, ale poderwał się od razu i niedługo potem ruszyliśmy w stronę urwistego brzegu. Dookoła cisza, spokój, wioska jeszcze nie obudziła się ze snu. Z każdą chwila widoki robiły się cudniejsze...posuwając się wzdłuż wybrzeża odkrywaliśmy coraz to piękniejsze skałki...w końcu zeszliśmy całkiem w dół nad samo morze i okazało się, że jest tam mnóstwo muszli porozrzucanych pomiędzy głazami...Większość była niestety potłuczona, ale i tak były piękne. Usiadłam sobie na kamyczku i zbierałam piękności leżące dookoła... Irka poniosło dalej.... No ale nastał czas powrotu, zbliżała się pora śniadaniowa i chyba zaczynaliśmy to odczuwać:).

Ustaliliśmy, że po śniadaniu zrobimy sobie wypad do Rezova, czyli ostatniej wioski bułgarskiej. Dalej jest już wybrzeże tureckie... Po trasie uzupełniliśmy niedobór śniadaniowy kebabem i dalej w drogę... Minęliśmy posterunek, chyba Straży Granicznej, której nasze pojawienie się, nie przerwało gry w karty. Rezovo – według opisów malutka wioska rybacka, niby trochę zapomniana przez świat... a rzeczywiście – fakt niewielka osada , ale już bardziej o charakterze turystycznym... Nowe domki, wille i tawerna pełna ludzi... Zaparkowaliśmy auto, w miejscu, które chyba było parkingiem w centrum :D... i ruszyliśmy na spacer... Na zboczu schodzącym do morza, wielka metalowa konstrukcja i napis „BULGARIA”, w oddali widzimy flagę Turcji oraz piękną złocistą plażę, całkowicie pustą...Schodząc nad sam brzeg urwiska podziwiamy cudne widoki, ze skałkami obmywanymi przez morze, na pierwszym planie. Surowość skał, uwodzący kolor morza i słońce... No taki mały rajski zakątek... Z góry upatrzyliśmy malutką plażę i nawet udało nam się na nią zejść po skałkach....a na niej piasek, nie piasek.... pokruszone drobno muszle, głównie w kolorze oberżyny... przyklejając się do skóry tworzą piękną mozaikę :)... Dno raczej kamieniste, a i fale dziś takie, że nie odważamy się na wypuszczenie się dalej w morze... Poplażowali, pomoczyli się, czas coś wypić ;), czyli tawerna... Gwarna, tłoczna, ale bez problemu znajdujemy miejsce... wszyscy po piwku, no oczywiście poza mną... znów zrobili ze mnie kierownicę :P...














Po porannym spacerku brzegiem morza zjedliśmy śniadanko w hotelu, które było za bardzo na słodko, więc, co niektórzy musieli je poprawić kebabem. Dziś mieliśmy w planach odwiedzić Rezowo, malutką wioskę rybacką już na końcu Bułgarii. Po drodze posterunek Straży Granicznej, a sama miejscowość położona kilkaset metrów od Turcji. Po tureckiej stronie piękna duża plaża i zupełnie pusta. My skaczemy jak kozice po rezowskim skalistym wybrzeżu, by w końcu zejść stromym klifem na urokliwą małą plażyczkę. Zabawiamy tam kilka godzin, potem piwko w przytulnej restauracji i wracamy do Sinemorets.























Po powrocie z Rezowa zrobiliśmy sobie sjestę w hotelowej restauracji, racząc się zimnym piwkiem. Pod wieczór ruszyliśmy na plażę, do tawerny na jakiś występ, zwany wieczorem bułgarskim. Występ podziwialiśmy objadając się saczem - grillowanymi warzywami i mięskiem. Rozgrzani bułgarskimi rytmami zajrzeliśmy w drodze powrotnej do dyskoteki, a potem już grzecznie spać do hotelu.