15.08.2009 - DZIEŃ 8 - Prawie wschód słońca, o krok od Turcji - Rezowo
Przyszła w końcu pora by się zwlec na nadmorski wschód słońca. Słońce wzeszło jeszcze jak byliśmy w hotelu, ale jak doszliśmy nad brzeg morza też było pięknie. Dotarliśmy tam w liczbie dwa: ja i Kaśka, reszta smacznie spała.
NA ŻÓŁTO - Oczami Kasi
15.08.09
Sobota....Tomek obudził mnie na wschód słońca...Umówiliśmy się z Irkiem, że zrobimy sobie małą wyprawę na skałki i popstrykamy fotki. Miałam troszkę wątpliwości czy budzić Irasa, ale poderwał się od razu i niedługo potem ruszyliśmy w stronę urwistego brzegu. Dookoła cisza, spokój, wioska jeszcze nie obudziła się ze snu. Z każdą chwila widoki robiły się cudniejsze...posuwając się wzdłuż wybrzeża odkrywaliśmy coraz to piękniejsze skałki...w końcu zeszliśmy całkiem w dół nad samo morze i okazało się, że jest tam mnóstwo muszli porozrzucanych pomiędzy głazami...Większość była niestety potłuczona, ale i tak były piękne. Usiadłam sobie na kamyczku i zbierałam piękności leżące dookoła... Irka poniosło dalej.... No ale nastał czas powrotu, zbliżała się pora śniadaniowa i chyba zaczynaliśmy to odczuwać:).
Ustaliliśmy, że po śniadaniu zrobimy sobie wypad do Rezova, czyli ostatniej wioski bułgarskiej. Dalej jest już wybrzeże tureckie... Po trasie uzupełniliśmy niedobór śniadaniowy kebabem i dalej w drogę... Minęliśmy posterunek, chyba Straży Granicznej, której nasze pojawienie się, nie przerwało gry w karty. Rezovo – według opisów malutka wioska rybacka, niby trochę zapomniana przez świat... a rzeczywiście – fakt niewielka osada , ale już bardziej o charakterze turystycznym... Nowe domki, wille i tawerna pełna ludzi... Zaparkowaliśmy auto, w miejscu, które chyba było parkingiem w centrum :D... i ruszyliśmy na spacer... Na zboczu schodzącym do morza, wielka metalowa konstrukcja i napis „BULGARIA”, w oddali widzimy flagę Turcji oraz piękną złocistą plażę, całkowicie pustą...Schodząc nad sam brzeg urwiska podziwiamy cudne widoki, ze skałkami obmywanymi przez morze, na pierwszym planie. Surowość skał, uwodzący kolor morza i słońce... No taki mały rajski zakątek... Z góry upatrzyliśmy malutką plażę i nawet udało nam się na nią zejść po skałkach....a na niej piasek, nie piasek.... pokruszone drobno muszle, głównie w kolorze oberżyny... przyklejając się do skóry tworzą piękną mozaikę :)... Dno raczej kamieniste, a i fale dziś takie, że nie odważamy się na wypuszczenie się dalej w morze... Poplażowali, pomoczyli się, czas coś wypić ;), czyli tawerna... Gwarna, tłoczna, ale bez problemu znajdujemy miejsce... wszyscy po piwku, no oczywiście poza mną... znów zrobili ze mnie kierownicę :P...
Po porannym spacerku brzegiem morza zjedliśmy śniadanko w hotelu, które było za bardzo na słodko, więc, co niektórzy musieli je poprawić kebabem. Dziś mieliśmy w planach odwiedzić Rezowo, malutką wioskę rybacką już na końcu Bułgarii. Po drodze posterunek Straży Granicznej, a sama miejscowość położona kilkaset metrów od Turcji. Po tureckiej stronie piękna duża plaża i zupełnie pusta. My skaczemy jak kozice po rezowskim skalistym wybrzeżu, by w końcu zejść stromym klifem na urokliwą małą plażyczkę. Zabawiamy tam kilka godzin, potem piwko w przytulnej restauracji i wracamy do Sinemorets.
Po powrocie z Rezowa zrobiliśmy sobie sjestę w hotelowej restauracji, racząc się zimnym piwkiem. Pod wieczór ruszyliśmy na plażę, do tawerny na jakiś występ, zwany wieczorem bułgarskim. Występ podziwialiśmy objadając się saczem - grillowanymi warzywami i mięskiem. Rozgrzani bułgarskimi rytmami zajrzeliśmy w drodze powrotnej do dyskoteki, a potem już grzecznie spać do hotelu.
|