29.05.2009 - DZIEŃ 14 - Trans Alpina - Hunedoara - Góry Apuseni
Poranek był paskudny, w nocy padało i było mokro, zimno i pochmurnie. Postanowiliśmy wyjechać Trans Alpiną na Przełęcz Urdele i jak się uda to zjechać na drugą stronę. Trans Alpina okazała się zamknięta co oznajmiał znak zakaz wjazdu. Jakaś Dacia jednak pojechała w kierunku przełęczy więc my za nią po około kilometrze Dacia zatrzymała się przy stojącej na poboczu wywrotce. Jak się okazało trwa budowa mostu i kierowca wywrotki zawrócił osobówkę a nam powiedział, że możemy jechać bo autem terenowym przejedziemy przez rzekę. Tak też uczyniliśmy, most owszem w budowie ale i dalej na trasie pracują spychacze i poszerzają Trans Alpine wygląda to tak jak by mieli zamiar asfalt tam wylewać. Więc chyba w ostatniej chwili udało nam się jeszcze wyjechać na przełęcz offroadową szutrówką. Im wyżej tym widoczność była coraz gorsza aż wbiliśmy się w chmury, z mgły wyjechali nagle jacyś krosowcy, dobrze, że mieliśmy zapalone światła bo pewnie by na nas wjechali. Przejazd na drugą stronę niestety zablokowała nam zaspa śniegu więc musieliśmy się zadowolić przełęczą z zerową widocznością, jak by tego było mało zaczęło sypać śniegiem i to tak porządnie. W planach mieliśmy dziś Góry Retezat a dalej Góry Godenau, Wrota Dunaju i powrót przez Serbię do Polski. Niestety załamanie się pogody w Karpatach Południowych zmusiło nas do zmiany planów. Ruszyliśmy na północ w Góry Apuseni gdyż wszystko wskazywało na to, że na północy pogoda jest ok. Po drodze na jakiejś przełęczy znaleźliśmy dwa chyba porzucone i wygłodniałe szczeniaki, Krysia chciała już je zabierać do Polski ale skończyło się na solidnej dawce jedzenia i psiaki musiały zostać. Na północy faktycznie pogoda była nie zła, po drodze zwiedziliśmy jeszcze zamek w Hunedoarze i pod wieczór dotarliśmy do celu. Na koniec wyprawy postanowiliśmy wynająć jakiś pokój by doprowadzić się do kultury. Zakwaterowaliśmy się w miejscowości Arieseni w pensjonacie ART warunki wyśmienite za przystępną cenę, wykąpaliśmy się zeszliśmy na dół do restauracji pobuszować w internecie, pozgrywać zdjęcia i napić się piwa. Niestety nastąpiła integracja palinkowa z gospodarzami obiektu i wieczór zakończył się o szóstej rano.