Karpaty Rumuńskie
RUMUNIA PLANY 2010

RUMUNIA maj 2010 - PLANY
RUMUNIA czerwiec 2010 - PLANY

RUMUNIA wrzesień 2009

Dzień pierwszy
Dzień drugi
Dzień trzeci
Dzień czwarty
Dzień piąty
Dzień szósty
Dzień siódmy

Plany

RUMUNIA/BUŁGARIA sierpień 2009

Dzień pierwszy
Dzień drugi
Dzień trzeci
Dzień czwarty
Dzień piąty
Dzień szósty
Dzień siódmy
Dzień ósmy
Dzień dziewiąty
Dzień dziesiąty
Dzień jedenasty
Dzień dwunasty
Dzień trzynasty
Dzień czternasty

Takie były plany

RUMUNIA maj 2009

Dzień pierwszy
Dzień drugi
Dzień trzeci
Dzień czwarty
Dzień piąty
Dzień szósty
Dzień siódmy
Dzień ósmy
Dzień dziewiąty
Dzień dziesiąty
Dzień jedenasty
Dzień dwunasty
Dzień trzynasty
Dzień czternasty
Dzień piętnasty
Dzień szesnasty


Takie były plany


Nasze serwisy

Karpacki Portal Internetowy
Bieszczadzki Portal Internetowy
20.05.2009 - DZIEŃ 5 - Góry Ceahlau

Poranek jak to nad jeziorem mglisty ale im słonko wyżej tym mgła zanika a chmury podnoszą się coraz wyżej ukazując nam masyw Ceahlau. Z dołu wygląda imponująco choć jego najwyższe szczyty kryją się w chmurach. Ceahlau to cel dzisiejszego dnia.




Po śniadanku ruszyliśmy w kierunku masywu Ceahlau po drodze objeżdżając jezioro. Za zaporą skierowaliśmy się już w stronę masywu mijane miejscowości miały zmieniały wizerunek na bardziej turystyczny z dużą ilością pensjonatów. W jednej z restauracji stanęliśmy na kawę i omleta oraz skosztowaliśmy wspaniałej ziołowej palinki. Przed wjazdem do Parku Narodowego Ceahlau brama oraz budka strażnika parku. Myśleliśmy, że będzie trzeba uiścić jakąś opłatę ale pracownik informuje nas tylko, że masyw można objechać tyle, że jest zła nawierzchnia i osuwiska ale autem terenowym bez problemu przejedziemy. Pokazał z którego miejsca najlepiej wejść na masyw. W budce nabywamy dwie książki o PNC a zadowolony strażnik obdarowuje nas folderami które wcześniej miał gdzieś pod ladą. Wyjeżdżamy na przełęcz z której rozpoczniemy pieszą wycieczkę.










Podejście nieźle dało nam w kość a w dodatku zaczęła pogarszać się pogoda, w oddali było słychać burze. Po drodze mijaliśmy piękne wychodnie skalne zajrzeliśmy też do jaskini. Powoli kończyła się granica lasu lecz szczyty przykryły chmury, szczekanie psa oznajmiło nam, że zbliżamy się do Cabany Dochia. Gdy już stanęliśmy u drzwi zaczął kropić deszcz a widoczność osiągnęła wartość 5m. W środku pokrzepiliśmy się piwkiem, kawą i herbatką, spotkaliśmy też tu pierwszych turystów w górach, odkąd przybyliśmy do kraju Drakuli. Szlak niebieski na masyw Ceahlau jest tak poprowadzony, że jedną trasą można wejść a drugą zejść praktycznie w to samo miejsce. Tak też planowaliśmy zrobić ale zerowa widoczność i coraz bliżej pomrukująca burza sprawiła, że postanowiłem wracać tą samą trasą, dołączyła do mnie też Krysia. Marcin ruszył drugą trasą i mieliśmy się spotkać na dole przy samochodzie. Skubaniec miał szczęście w nieszczęściu, zostawił w schronisku ładowarkę z akumulatorkami i musiał się wrócić dzięki czemu dłużej był na szczycie. Natura wynagrodziła mu to rozwianiem na kilka chwil chmur i pięknym widokiem.















Po zejściu narada co dalej, przez błądzenie w Górach Bystrzyckich umknął nam jeden punkt z planu a mianowicie Góry Rarau. Ze zdjęć oglądanych wcześniej w internecie pamiętałem, że są bardzo ciekawe. Postanowiliśmy więc cofnąć się trochę na północ i je odwiedzić, zostało jeszcze trochę dnia a pogoda nie nastrajała już dziś do spacerów. Objechaliśmy jeszcze częściowo masyw Ceahlau i obraliśmy kierunek na Rarau. Pogoda coraz bardziej się psuła co chwile przechodziły chmury deszczowe gdy wyjechaliśmy na masyw Rarau lało jak z cebra. Zaparkowaliśmy akurat koło Hotelu Alpin co spowodowało sporą niechęć do rozbijania namiotów w deszczu. Po chwili szliśmy już schodami do swojego pokoju, pierwszy raz podarowaliśmy sobie odrobinę luksusu.