Karpaty Rumuńskie

FORUM Najnowsze Tematy
 Rumunia - wrzesień 2010, plany i relacja online.
 Fogaras
 Łukiem Karpat po Dobrudżę – Relacja
 Rumunia wrzesień - chętni?
 Rumunia 07/08 2010 Fotorelacja online

RUMUNIA PLANY 2010

RUMUNIA maj 2010 - PLANY
RUMUNIA czerwiec 2010 - PLANY

RUMUNIA wrzesień 2009

Dzień pierwszy
Dzień drugi
Dzień trzeci
Dzień czwarty
Dzień piąty
Dzień szósty
Dzień siódmy

Plany

RUMUNIA/BUŁGARIA sierpień 2009

Dzień pierwszy
Dzień drugi
Dzień trzeci
Dzień czwarty
Dzień piąty
Dzień szósty
Dzień siódmy
Dzień ósmy
Dzień dziewiąty
Dzień dziesiąty
Dzień jedenasty
Dzień dwunasty
Dzień trzynasty
Dzień czternasty

Takie były plany

RUMUNIA maj 2009

Dzień pierwszy
Dzień drugi
Dzień trzeci
Dzień czwarty
Dzień piąty
Dzień szósty
Dzień siódmy
Dzień ósmy
Dzień dziewiąty
Dzień dziesiąty
Dzień jedenasty
Dzień dwunasty
Dzień trzynasty
Dzień czternasty
Dzień piętnasty
Dzień szesnasty


Takie były plany


Nasze serwisy

Karpacki Portal Internetowy
Bieszczadzki Portal Internetowy
19.09.2009 - DZIEŃ 1 Góry Ignis

Dojazd

Rumunia ...znów :) szczerze mówiąc, nie sądziłam, że tak szybko tu powrócę. Skład ekipy jesiennej: Irek, Ewa, Marcin, Kaśka /znaczy się ja/ :P... Przywitała nas piękna pogoda, niezliczona ilość Dacii oraz nowa przygoda. Nie mogliśmy sobie odmówić przerwy na pyszną rumuńską kawę...oraz trochę z przymusu, na omlet... fenomenem tutejszym jest to, że nawet w najmniejszej wioseczce znajdzie się bar, sklep lub inny przybytek, gdzie stoi ekspres ciśnieniowy i mocna czarna kawa kusi zapachem... Satu Mare, Baia Mare... nie wiem czemu, ale nazwy tych miejscowości ogromnie mi się spodobały, chyba są trochę takie bajkowe :)... przedzieraliśmy się przez plątaninę najróżniejszych uliczek, w poszukiwaniu właściwej drogi oraz kantoru dla Marcina... :) Celem naszym na dziś były Góry Ignis... już z Baia Mare widzieliśmy w oddali najwyższy szczyt pasma, na który to mieliśmy się właśnie dostać. Po bardzo ważnych zakupach /kiełbasa i piwo/ oraz zasięgnięciu opinii pani sprzedawczyni, o możliwości wjazdu na szczyt /no nie dała nam szans/, ruszyliśmy dalej w poszukiwaniu drogi na górę... Trochę na czuja, trochę fartem, a trochę dzięki tablicy z mapą okolicy, która objawiła się po drodze ;), dotarliśmy do najwyższego punktu pasma Ignis...




Na szczycie Ignis

Ponieważ było to nasze pierwsze szczytowanie :D na tej wyprawie i pierwsza jazda terenowa, opanowało nas radosne podniecenie ;) /no jak to przy szczytowaniach bywa :P/ ... Zanim dotarliśmy na samą górę, kilkukrotnie zatrzymywały nas cudne widoki... Droga wiła się grzbietem, by w końcu doprowadzić nas do podnóża masztów... Generalnie kupa żelastwa, ale z pewnej odległości wyglądały jak rakiety z kilku etapów rozwoju podróży w kosmos ;) ... Poniżej na zboczu grupka „kamikadze” czekała na wiatr, by wzbić się na paralotniach.... Przycupnęliśmy w rudych paprociach w oczekiwaniu na ten moment... iiiii poszedł.... jeden.... potem drugi.... W ciągu kilku chwil znaleźli się gdzieś w okolicach Baia Mare, takie znikające kolorowe punkciki... :) Powoli zaczęliśmy się rozglądać za miejscem na biwak. Wypatrzyliśmy skałkę wieńczącą grzbiet z cudnym widokiem... Tam będzie się dobrze spało :)....








Biwak

Po dotelepaniu się wśród traw do owej skałki, zostaliśmy nagle i niespodziewanie otoczeni przez niezliczone zastępy lub wręcz całe armie much, muszek i innych stworzeń latająco – bzykających. Na szczęście po niedługim czasie odpuściły... /chyba nie byliśmy zbyt gościnni dla nich :P/...Powoli powstawał nasz pierwszy biwak. Namioty wyrosły momentalnie ;), jakby nie było 2-sekundowe :P...Irek się w swoim wręcz nawet zakochał, nie wiem czy namiot odwzajemnił uczucie :P... Szybkie wyprawy po drewno...ogólna krzątanina w oczekiwaniu na ognisko i kiełbaski :)... każdy zdążył już przepłukać kurz podróży z gardła piwkiem z Timişoary :)...










Zachód słońca

Gdy już zasiedliśmy przy ognisku i chyba każdy był juz po kiełbasce, której daleko było do tych cudnych kiełbas z wyjazdu sierpniowego, rozpoczął się spektakl, lecz nie był to teatr „jednego aktora” ... drzewa, skały, chmury, słońce i jezioro u naszych stóp... wszystko cudownie się zgrało, obdarowując nas magicznymi chwilami :)... i niech Irek powie, że był taki sobie... :P... nawet nie wiedzieliśmy, że to nie jedyne przedstawienie tego wieczoru... Gdy słońce znikło już za widnokręgiem, nagle ukazało nam się Baia Mare, które rozbłysło w dolinie tysiącami świateł... Fantastyczne uwieńczenie pierwszego wieczoru...