Karpaty Rumuńskie

FORUM Najnowsze Tematy
 Wielkanoc w Rumunii, czyli plany na kwiecień 2012
 Dziegieć czy węgiel drzewny
 13 przygoda z Rumunią, czyli relacja z październikowego wyja
 Rumunia sierpień/wrzesień 2011 plany
 Rumunia październik 2011 - plany

RUMUNIA PLANY 2010

RUMUNIA maj 2010 - PLANY
RUMUNIA czerwiec 2010 - PLANY

RUMUNIA wrzesień 2009

Dzień pierwszy
Dzień drugi
Dzień trzeci
Dzień czwarty
Dzień piąty
Dzień szósty
Dzień siódmy

Plany

RUMUNIA/BUŁGARIA sierpień 2009

Dzień pierwszy
Dzień drugi
Dzień trzeci
Dzień czwarty
Dzień piąty
Dzień szósty
Dzień siódmy
Dzień ósmy
Dzień dziewiąty
Dzień dziesiąty
Dzień jedenasty
Dzień dwunasty
Dzień trzynasty
Dzień czternasty

Takie były plany

RUMUNIA maj 2009

Dzień pierwszy
Dzień drugi
Dzień trzeci
Dzień czwarty
Dzień piąty
Dzień szósty
Dzień siódmy
Dzień ósmy
Dzień dziewiąty
Dzień dziesiąty
Dzień jedenasty
Dzień dwunasty
Dzień trzynasty
Dzień czternasty
Dzień piętnasty
Dzień szesnasty


Takie były plany


Nasze serwisy

Karpacki Portal Internetowy
Bieszczadzki Portal Internetowy
23.09.2009 - DZIEŃ 5 Góry Suhard - Góry Rodniańskie

Poranek w Górach Suhard

Nagła i niepodziewana pobudka, znaczy Irek dobija się do mojego namiotu z zestawem kawowym i każe mi podziwiać widoki :). Co prawda widziałam ostro o tej porze tylko na jedno oko, bo drugie było jeszcze w stanie głębokiego uśpienia, ale widok faktycznie był przedni. Sączyłam sobie kawkę, siedząc nadal w śpiworku i było mi tak....dobrze :). Stwierdziliśmy, że Marcina chyba jak zwykle gdzieś poniosło... Powoli zaczynał się codzienny rozruch i nadeszła pora karmienia ;)... Marcin wzgardził flaczkami, więc było więcej dla nas :P;)... Mogłyśmy tez z Ewą podziwiać przedstawienie pt.: „Składanie namiotu”, oczywiście w wykonaniu panów...cytuję „ja złapie tu, ty złap tu, ja będę kręcił w jedną stronę, a ty w drugą”...:D. Skończyło się jak zwykle, czyli złożyłam te namioty :P... W trakcie pakowania auta, panom nudziło się niemiłosiernie widocznie, gdyż rozpoczęły się sesje fotograficzne skoków na tle Gór Rodniańskich :)... Sprawdziwszy czy niczego nie porzucamy, ruszyliśmy w drogę na grzbiet połoniny....










W stronę Gór Suhard

Początek podjazdu był całkiem, całkiem... Sprawnie pokonywaliśmy kolejne zakosy, pnąc się w stronę grzbietu, ale powiem szczerze, że jadąc tędy nocą miałabym poważne wątpliwości co do stanu zdrowia psychicznego kierowcy :P;)... Niestety skończyło się rumakowanie i przed nami pojawiły się głębokie wyrwy na drodze... Przejazd przez jedną z nich udokumentowałam na filmiku :)... W chwilach, gdy panowie mocno debatowali nad sposobem pokonania przeszkód, my podziwiałyśmy cudną panoramę z mocnym akcentem rodniańskim :)... Wjechaliśmy na grzbiet i przez chwilę sunęliśmy gładko w stronę Omului. W pewnym momencie zrobiło sie za stromo dla autka i był to moment, w którym postanowiliśmy wypróbować napęd dwunożny ;) ...









Wyprawa na Omului

Pogoda była idealna na taką trasę, słoneczko, lekki wiaterek... miodzio. Przygotowaliśmy plecaki z zapleczem technicznym, czyli picie, picie i coś do szamania :). Krokiem spacerowym ruszyliśmy na szlak. Ewa i Marcin wydarli do przodu, a ja mam już coś takiego, że lubię tuptać na końcu... i mogę sobie focić do woli i nikt mnie nie pogania ;) ... Iras wymyślił, że darujemy sobie Omului i wdrapiemy się na górę ponad nami...Oczywiście ruszył na przełaj, czyli przeciągnął mnie pod niezłą, stromą połoninkę, a i tak się okazało, że szlak biegnący drogą, przechodzi właśnie pod tym szczytem :P... Irek rozwalił się w jagodziankach, Ewa i Marcin twardo brnęli w stronę szczytu, a mnie pochłonęły kolory połonin... Z daleka obserwowałam „tańczące” nad Irkiem kruki. Na górze mocno wiało, więc schroniliśmy się za grzebieniem skalnym i oddaliśmy się błogiemu byczeniu :), w oczekiwaniu na powrót wytrwałej dwójki :P... Pozostaję w niewiedzy co działo się na szczycie Omului, ale jakoś dam radę z tym żyć ... Powróciliśmy do auta, krótki odpoczynek na posilenie się naszego kierowcy, szprotkami w oleju i zawrotka... Zjazd okazał się dużo łatwiejszy, niż podjazd i poszło nam zadziwiająco sprawnie... Ruszamy na Rotundę...













W stronę Gór Rodniańskich - wieczór nad Rotundą

Sunąc znów po gładziutkiej szutrówce zmierzaliśmy w stronę Gór Rodniańskich. Odcinek sponsorowany przez UE, skończył się równie zaskakująco jak się zaczął i znów droga off-roadowa. Zjechaliśmy w dolinkę i znaleźliśmy się w zimowym kurorcie szumnie zwącym się „Kompleks Turystyczny Polana Zanelor”... wyciągi narciarskie, masę schronisk, baseny, masaże, zagroda z jeleniami i inne takie tam...;). Po krótkiej przerwie przy jelonkach, ruszyliśmy dalej w kierunku przełęczy Rotunda. To był dzień zwierza...napotkaliśmy jeszcze łączkę nad potokiem z kozami na mostku, które stały chyba w kolejce po coś, piękne konie :P i cudne szczeniaki... W końcu dotarliśmy do przełęczy... Gdy wyjechaliśmy z lasu ujrzeliśmy malownicze widoki... oj będzie nam tu dobrze...:) Wybraliśmy też fantastyczne miejsce na obóz, wypłaszczenie na zboczu, które otoczone było przez stare okopy i drzewa układające się w okrąg... Rozpościerał się stąd oszałamiający widok na Góry Suhard, Góry Rodniańskie oraz przełęcz poniżej. Obóz stanął i nadeszła chwila wytchnienia...mogliśmy się w spokoju delektować widokami. Na łąkach poniżej pojawiły się konie, dopełniając całokształtu. Każdy z naszych biwaków był fantastyczny, ale to miejsce było dla mnie jakby magiczne... Ognisko, gwiazdy i delikatny szum drzew... leżeliśmy przy ogniu do późna..